czwartek, 29 września 2011

Brugijki trzy

Jak zwykle moje miłości mają liczne źródełka.

Jest taki film, "Najpierw strzelaj, potem zwiedzaj", typu czarna komedia gangsterska. Niezły, acz najlepsza w nim jest Brugia. Miasto belgijskie niezwykłej urody.
Brugia dała również swe imię koronkom, które można i na szydełku machać. I w nich się zakochałam. Piękna forma, taka koronka brugijska. Pierwszą, do której się przymierzyłam, jest ta:


Niestety nie wymierzyłam szczęśliwie z nitką, gdyż bardzo gruby kordonek, w zasadzie włóczka, okazał się być zbyt mało podatny. A może jeszcze za mały rozmiar szydełka wybrałam? W każdym razie efekt nie powala.

Za to drugie podejście jest bardziej udane:


I w końcu trzecia, malutka:

3 komentarze:

karo pisze...

Widzę, że (po mojej interwencji? :D ) już można komentować :]

"Najpierw strzelaj, potem zwiedzaj" to rzeczywiście całkiem niezły film, niestety reklamowany właśnie jako komedia gangsterska, co robi mu tylko krzywdę i czego rezultatem jest ten idiotyczny polski tytuł...

A czym konkretnie się wyróżniają brugijki tzn. po czym je można odróżnić od "zwykłych" serwetek? Bo jakoś nie widzę wspólnego mianownika dla tych trzech akurat.

shilo pisze...

Najpierw to dziękuję za wiadomość przez Agę, bo bym nie wiedziała, że coś jest nie teges :)

Koronka brugijska jest m.in. w tym taka piękna (dla mnie ofkors), że daje nieskończenie wiele możliwości. Generalnie robi się ją przez zakręcanie prostej taśmy i łączenie na różne sposoby jej brzegów. Taśma w najprostszej postaci to np. 5 słupków w kolejnych rzędach, przy przejściu do nowego rzędu tworzy się pętelka z 5 o. łańcuszka. Łączenia tasiemek przebiegają na tych pętelkach właśnie. Poszperaj w sieci za wzorami, to się wyjaśni :)

karo pisze...

Oooook, teraz już widzę :)